sobota, 25 maja 2013

26. Think i'll miss you forever

Tak to już jest. Po prostu nie mogę bez was długo wytrzymać. Muszę tu napisać, muszę podzielić się z wami sobą, przed piątkiem automatycznie zaczynam myśleć o napisaniu wpisu. Wszystko jednak zaczęło się niweczyć - każdy pomysł, każda ambicja, każdy typ myśli w tym kierunku. Myśląc o nowej notce, kompletnie wyłączał mi się mózg, łącznie ze wszystkimi pomysłami. Być może jest to spowodowane nauką, która ostatnio opływa w nadmierne ilości. Tak to jest, jak pierwszego semestru nie możecie się przyzwyczaić do innego trybu nauki, że nie zapamiętacie już wszystkiego z lekcji, a musicie się bardzo, bardzo dużo douczać w domu, czego ja nigdy nie robiłam. To skutkowało zejściem ze średniej 5.0 na średnią 4.3. O, niestety. Teraz zaczynam się stabilizować, wszystkie obowiązki ogarniać na nowo. Nauka mi idzie dużo lepiej. I tym sposobem w dwa miesiące ze średniej 4.3 skoczyłam na 4.6. Nieźle, prawda? A wciąż rośnie w  górę. Jestem z siebie dumna, a to mi daje motywację do dalszej, cięższej pracy. Zmartwień wielu nie ma. Zaczynam żyć i doceniać, naprawdę doceniać to, co mam. Na bok każda chandra, jaka chce mnie dopaść - broni mnie największa siła, jaka może we mnie drzemać - pozytywność. Dawno już nie chodziłam ekstremalnie przybita. Uśmiech, dobre słowo i wszelkie dobrotliwe czynniki zagościły w moim zachowaniu na dobre. Postanowiłam zostać tą ostatnią, dobrą osobą w gimnazjum i nie dać się zmienić temu strasznemu światkowi. Bez marudzenia, bez kłamstw, bez ranienia innych. Zaczynam akceptować siebie, dbać o siebie bardziej, zmieniać każdorazową rzecz, która mi nie odpowiada. W końcu od nas zależy to, jacy jesteśmy. Tym sposobem schudłam 5kg. Samą psychiczną motywacją i zmianą żywienia. A to dopiero początek. Idzie lato, buty na nogi, nogi na rower i hen, w siną dal! 
Rada jest jedna - nie zatrzymywać się, brnąć do przodu, troski zostawić za sobą. Brzmi banalnie, a jednak zmienia całe postrzeganie świata. Prawdziwy mistrz nie staje po tym, gdy już jest wzorem - on dalej brnie do ideału. Po prostu - życie za ster. 
W tym wszystkim jednak brakowało mi nieustannie jednego - naturalnie, psa, i pisania na blogu. Jednak dzięki tej zmianie na lepsze zaczynam patrzeć na to pozytywnym okiem - jeśli nie dziś, to jutro, jeśli nie jutro, to za rok. Kiedyś się uda. Na pewno się uda. 
Streszczając - bez bloga ani rusz. Think i'll miss you forever. Myślę, że będę za wami tęsknić zawsze.
Co poza tym? Nie chcę zakładać kolejnego bloga, a moja psia pasja zaczyna się zbyt wyraźnie odzywać. I już, już, zakładałam nowego bloga, już, pomysły na nową notkę. Ale nie - Wilczku nie odtrącę. Kolejne poszerzenie horyzontów, więcej ciekawych tematów dla czytelników - czemu nie? Spodziewajcie się dlatego niebawem wzmianek o mojej największej pasji na czterech łapach. 
A teraz zmykam uczyć się do testów. Co jak co, ale największa pasja często musi być przyćmiona obowiązkami.

PS. Na poruszający komentarz jednej z czytelniczek odpowiem tak: bardzo mnie poruszył. Wiedz, że jestem z Tobą. Możesz do mnie napisac na GG. Myślę, że doskonale się zrozumiemy.

5 komentarzy:

  1. Całkowicie się zgadzam z twoją notką. Najważniejszy w życiu jest samorozwój i akceptacja siebie. Powodzenia w nauce. ^^

    http://dorota-nevergiveup.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. POwodzenia w nauce! :P

    Super post ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też tak mam, ale u mnie zaczęło się to pod koniec semestru :d

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję silnej woli! Bez tego ani rusz ;) Sama mam ostatnio różne przeboje związane ze szkołą, ciężkie jest życie ucznia ;)
    O tak, bez pasji nie wyobrażam już sobie życia! Może dla większości moich rówieśników rzucanie psu jakichś plastikowych talerzyków to głupota, ale nie dla mnie! :D

    OdpowiedzUsuń